Kasa rządzi

2 Lis 2008 · Kategorie: SKOK 

Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi zainteresowaliśmy się dwa lata temu. Powodem była prowadzona wtedy w Sejmie akcja lobbingowa promująca projekty ustaw o upadłości konsumenckiej oraz zapobieganiu lichwie, na których miały skorzystać Kasy. Gdy przyjrzeliśmy się im dokładniej, okazało się, że ich działalność znacznie odbiega od pierwotnych, szczytnych założeń – samopomocy i oddolnej demokracji – które towarzyszyły początkom SKOK. Oto nasze kolejne ustalenia.

Początki były piękne. Rok 1989. Solidarność wchodzi do parlamentu. W Komisji Krajowej „S” trwają prace nad programami reformy kraju. Władze związku gorączkowo poszukują kapitału, który mógłby zainwestować w Polsce. Po latach World Council of Credit Unions (Światowa Rada Związków Kredytowych), której członkiem jest SKOK, napisze na swej stronie internetowej: „Kaczyński (Lech, ówczesny wiceprzewodniczący Solidarności – przyp. red.) zlecił jednemu ze swoich współpracowników – Grzegorzowi Biereckiemu (…) znaleźć amerykańskie banki, które chciałyby otworzyć swoje przedstawicielstwa w Polsce. (…) Banki w USA nie były zainteresowane, ale zasugerowały spotkanie z uniami kredytowymi”.

Bierecki – wówczas szef biura ds. kontaktów z rządem i organizacjami społecznymi NSZZ Solidarność – spotkał się więc z przedstawicielami cieszących się w USA ogromnym powodzeniem credit unions. Przekonali go, że podobna organizacja powinna powstać w Polsce: pomagająca najuboższym ludziom, gromadząca oszczędności swoich członków i udzielająca ze zgromadzonych pieniędzy niskooprocentowanych pożyczek, działająca non profit. Jej członkowie mieli być zarazem jedynymi jej klientami i właścicielami.

Pomysł spodobał się także władzom Solidarności. Kaczyński powołał grupę roboczą, która przy wsparciu Światowej Rady Związków Kredytowych miała przystosować organizację unii kredytowych do polskich realiów. To ta grupa stworzyła podwaliny systemu SKOK. We współpracy z nią w 1990 r. WCCU powołała Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK), której celem miało być m.in. szkolenie pracowników SKOK oraz udzielanie pomocy prawnej, organizacyjnej i finansowej powstającym Kasom. Na działalność dostała kilka milionów dotacji m.in. z Amerykańskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

Dziś Kasy nie przyznają się do swoich ojców-założycieli. W książce „Człowiek przede wszystkim”, wydanej na 10-lecie SKOK, zamieszczono kopie artykułów na temat Fundacji, które ukazały się w prasie w 1990 r. Nazwiska niektórych osób, które przyczyniły się do jej powstania, usunięto komputerowo. Dotarliśmy do archiwalnych egzemplarzy gazet ocenzurowanych przez Kasy. Okazuje się, że twórcami systemu SKOK byli m.in. Sławomir Siwek, Przemysław Hniedziewicz i Maciej Zalewski – najbliżsi współpracownicy braci Kaczyńskich w Porozumieniu Centrum, posłowie I kadencji. Na początku lat 90. Zalewski założył wraz z Jarosławem Kaczyńskim i Marianem Parchowskim spółkę Telegraf. W jej akcje zainwestowały państwowe firmy, wielokrotnie pomnażając początkowy, niewielki kapitał. Gdy Jarosław Kaczyński objął funkcję szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy, a jego brat – szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Zalewski został sekretarzem BBN. Powołując się na swoje wpływy w kancelarii obiecał wówczas właścicielom Art-B, że w zamian za łapówkę wpłynie na przebieg toczącego się przeciw nim śledztwa. W 2005 r. został za to skazany na 2,5 roku więzienia. Być może to właśnie ze względu na jego nazwisko Kasy ocenzurowały swoją historię.

Największe zasługi dla powstania systemu SKOK autor jubileuszowej publikacji przypisuje Grzegorzowi Biereckiemu, który w 1990 r. został prezesem utworzonej przez WCCU Fundacji. I jest nim dziś. W zarządzie zasiadają także jego brat Jarosław Bierecki oraz Adam Jedliński, były prawnik Solidarności, autor większości projektów ustaw dotyczących Kas (pisaliśmy o tym w Raporcie „Wielki SKOK”, POLITYKA 47/04). Wszyscy pełnią funkcje bezterminowo. Odwołać ich można tylko, gdyby zostali skazani prawomocnymi wyrokami za przestępstwa przeciwko mieniu.

Pierwszym przewodniczącym rady Fundacji był Lech Kaczyński (pełnił także funkcję przewodniczącego rady nadzorczej Towarzystwa Ubezpieczeń SKOK Benefit SA, którego współwłaścicielem była Fundacja). Ale na tym polityczne koneksje Fundacji się nie kończą. Na początku lat 90. pełnomocnikiem zarządu Fundacji została Małgorzata Gosiewska – obecnie posłanka PiS. Specjalistą w biurze pełnomocnika w latach 1993–95 był jej ówczesny mąż – Przemysław Edgar Gosiewski, do niedawna szef parlamentarnego klubu PiS, dziś szef komitetu stałego Rady Ministrów. W latach 1994–96 funkcję pełnomocnika zarządu Fundacji pełnił obecny poseł PiS Jędrzej Jędrych (potem pracował jeszcze w kilku innych podmiotach należących do systemu SKOK, a gdy został posłem, poszedł na bezpłatny urlop). Z Fundacją, a następnie z Pomorskim Funduszem Pożyczkowym, którego współudziałowcem jest Fundacja, związany był także Jacek Tarnowski. Do 2005 r. był prezesem PFP. Zrezygnował, gdy Kazimierz Marcinkiewicz zaproponował mu funkcję szefa gabinetu politycznego premiera.

Fundacja przejmuje władzę

Początkowo Fundacja faktycznie wspierała powstawanie Kas. Udzielała pożyczek pierwszym SKOK powstającym w zakładach pracy, a później także w parafiach i przy rozmaitych organizacjach społecznych. Nie były to duże kwoty, bo Kasy nie potrzebowały wówczas dużych pieniędzy – działały kątem w lokalach związkowych albo na plebaniach, ich działacze pracowali społecznie.

W 1992 r. Grzegorz Bierecki przekonał kilka istniejących wówczas SKOK do utworzenia spółdzielni Kas – Krajowej SKOK. Miała ona nadzorować Kasy i gwarantować ich finansowe bezpieczeństwo. Prezesem „Krajówki”, jak nazywają Kasę Krajową członkowie SKOK, został Grzegorz Bierecki, a członkami zarządu jego najbliżsi współpracownicy: Lech Lamenta i Wiktor Kamiński. Przy wsparciu Adama Jedlińskiego – który objął funkcję przewodniczącego rady nadzorczej Kasy Krajowej – i Jarosława Biereckiego rządzą systemem SKOK do dziś. W Kasach nazywają ich Wielką Piątką.

W 1995 r. Sejm przyjął ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, której projekt opracował Adam Jedliński. Wprowadziła ona obowiązek przynależności wszystkich Kas (nazwijmy je szeregowymi) do Krajowej SKOK. Posłowie uchwalili, że członkami Krajowej SKOK mogą być tylko szeregowe Kasy. Równocześnie jednak w ustawie znalazł się zapis, że istniejąca już Krajowa SKOK staje się Krajową SKOK w rozumieniu ustawy. A to oznaczało, że wszystkie Kasy musiały podporządkować się tej rządzonej przez Wielką Piątkę.

Okazało się, że członkiem Krajówki jest już Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Co więcej: że to ona rozdaje w Kasie Krajowej karty. Podczas walnych zgromadzeń w szeregowych Kasach obowiązuje zasada: jeden członek – jeden głos. Ale nie w Krajowej SKOK. Tu o tym, ile kto ma głosów na walnym, decyduje liczba posiadanych udziałów. O tym zaś, ile kto może kupić udziałów – decydują władze Krajowej SKOK. Na walnym zgromadzeniu członków Kasy Krajowej w lutym 1996 r. na 4686 głosów aż 3547 miała Fundacja. W proteście przeciwko takiemu rozkładowi głosów część przedstawicieli szeregowych Kas opuściła salę, w której odbywało się posiedzenie. Kilka Kas wystąpiło do sądu o rozstrzygnięcie, czy zgodnie z ustawą o SKOK Fundacja w ogóle może być członkiem Krajówki.

Sąd podzielił jednak opinię zawartą w ekspertyzach prawnych przedstawionych przez Krajową SKOK, z których wynikało, że skoro Fundacja była członkiem Krajówki przed wejściem w życie ustawy, to nie można jej pozbawić praw nabytych. Autorami ekspertyz byli Lech Kaczyński, Marek Głuchowski (wspólnik Adama Jedlińskiego w kancelarii prawnej; w ubiegłej kadencji zostali obaj powołani przez klub PiS na ekspertów podkomisji powołanej do rozpatrzenia opracowanych przez Kasy projektów ustaw o zwalczaniu lichwy oraz o upadłości osób fizycznych, dziś jest przewodniczącym rady nadzorczej banku PKO BP) oraz prof. Krzysztof Pietrzykowski (specjalista w dziedzinie prawa spółdzielczego).

Opracowując ekspertyzę Kaczyński nie był już formalnie związany z Fundacją ani Kasami. Jednak – jak pisze na swej stronie internetowej Światowa Rada Związków Kredytowych – nawet w latach, gdy pełnił funkcje senatora, ministra w Kancelarii Prezydenta, prezesa NIK, ministra sprawiedliwości i prezydenta Warszawy, nadal angażował się w rozwój i umacnianie związków kredytowych w Polsce. W 1995 r. „w uznaniu wieloletniego poparcia dla ruchu spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych” dostał najbardziej prestiżową nagrodę Kas – Feniksa (później dostali go także posłowie PiS – Przemysław Gosiewski i Artur Zawisza). Potem jeszcze wielokrotnie brał udział w krajowych konferencjach SKOK. Jesienią 2003 r. – już jako prezydent Warszawy – Kaczyński gościł w ratuszu Grzegorza Biereckiego i Bobby Mc Veighta, prezesa Word Council of Credit Unions. Dziś córka Lecha Kaczyńskiego – Marta Kaczyńska-Smuniewska – jest aplikantem adwokackim w kancelarii, której wspólnikami są Adam Jedliński i Marek Głuchowski, a jej mąż Piotr Smuniewski pracuje w dziale monitoringu i kontroli Krajowej SKOK.

Kto nie z nami…

Dzięki małemu haczykowi w ustawie o SKOK Fundacja, na którą Kasy nie mają żadnego wpływu, zyskała de facto władzę nad Kasami. Szybko rozprawiono się z tymi, którym nie podobała się dominacja Fundacji w Krajówce. Na walnym zgromadzeniu w lutym 1996 r. liderem opozycjonistów był Kazimierz Graca, prezes SKOK w Kopalni Węgla Kamiennego Piast. Na kolejnym walnym Gracy już nie było. Gdy przedstawiciele innych Kas dopytywali się, co się z nim dzieje, Bierecki poinformował, że w SKOK w KWK Piast „stwierdzono szereg poważnych nieprawidłowości, które usuwane są przez zarząd komisaryczny” wprowadzony przez Krajową SKOK i że „skierowano do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstw”. Prokuratura nie dopatrzyła się jednak w działalności Gracy żadnego przestępstwa i umorzyła postępowanie. Zgodnie z prawem po roku urzędowania komisarza członkowie SKOK w KWK Piast musieli wybrać nowe władze. Prezesem został Graca. Natychmiast po wyborach podał się do dymisji. Dziś tłumaczy, że chciał tylko pokazać władzom Kasy Krajowej, że nie udało im się go zniszczyć, ale nie chciał dłużej mieć z nimi nic wspólnego.

Mechanizm zastosowany do wyeliminowania Gracy został z czasem przez Krajową SKOK udoskonalony. Wykorzystywano go do przymusowego łączenia szeregowych Kas (w 2000 r. było ich około 250, dziś są tylko 73). Wprowadzony przez Kasę Krajową komisarz rekwirował całą dokumentację SKOK, zgłaszał do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu rozmaitych przestępstw przez jej dotychczasowe władze, ogłaszał, że Kasa znajduje się w fatalnej kondycji finansowej i podejmował decyzję o jej natychmiastowym przyłączeniu do innej. Członkowie byłych władz Kasy, nie mając dostępu do dokumentów, nie mieli jak się bronić przed zarzutami. Jeśli próbowali (występowali do sądu, do mediów) – Kasa Krajowa podważała ich wiarygodność ogłaszając, że to przestępcy, którzy mają sprawy w prokuraturze.

Były i inne metody na opornych. Proboszcz parafii św. Antoniego w Gdańsku ksiądz Bernard Zieliński był założycielem pierwszego przyparafialnego SKOK i zapalonym propagatorem idei Kas (pomagał je zakładać księżom z całej Polski). Współpraca z Krajową SKOK układała się świetnie, dopóki rada nadzorcza SKOK, na czele której stał ks. Zieliński, nie odwołała popieranego przez Krajówkę zarządu. O tym, że w jego Kasie został wprowadzony zarząd komisaryczny i że zostanie ona przyłączona do SKOK Rodzina, dowiedział się od Biereckiego, gdy wracał z władzami Krajówki z Rzymu po audiencji u Jana Pawła II, którą osobiście „wychodził” u władz kościelnych dla działaczy SKOK. Gdy podjął działania, by ratować Kasę, na terenie jego parafii ktoś rozkolportował ulotkę z obrzydliwym wierszykiem, z którego wynikało, że ksiądz wyjątkowo źle się prowadzi. Sprawa trafiła do przełożonych księdza i o mało nie został relegowany z parafii. Udało nam się dotrzeć do byłego pracownika SKOK Rodzina, który gotów jest potwierdzić nawet przed sądem, że to ówczesny prezes tej Kasy, zaprzyjaźniony z Wielką Piątką, kazał swoim podwładnym roznosić ulotki.

Po naszych publikacjach na temat SKOK* walczący dotąd samotnie członkowie władz kilku zlikwidowanych w ten sposób Kas skrzyknęli się i utworzyli Stowarzyszenie Odnowy Spółdzielczości. Wspólnie złożyli do prokuratury zawiadomienia dotyczące nieprawidłowości w systemie SKOK. Od tamtej pory gnębieni są anonimowymi telefonami i listami z pogróżkami. Przewodniczącego SOS Zenona Baszczyńskiego, byłego prezesa SKOK Sezam w Szczecinie, ostrzegano w listach: „Obserwujemy cię. Jesteś odstrzelony”, „Zniszczymy cię, chyba nie wiesz, z kim zadarłeś. Nie takich jak ty załatwiliśmy”, „Jesteś trupem”.

Chcąca zachować anonimowość osoba dostarczyła Baszczyńskiemu fragment raportu na jego temat, sporządzonego przez należącą do byłych policjantów szczecińską agencję detektywistyczną. W raporcie są informacje dotyczące rodziny, finansów, trybu życia Baszczyńskiego. Te same informacje posiadały osoby, które dzwoniły do niego anonimowo i grożąc mu żądały wycofania spraw przeciwko Krajowej SKOK.

Członkowie SOS, którzy zostali zgłoszeni przez „Gazetę Wyborczą” na świadków w procesie wytoczonym jej przez Krajową SKOK, dostali listy z groźbami, by nie jechali na sprawę do Warszawy, bo się im „przytrafi mały wypadek po drodze”. Policja musiała zapewnić im obstawę.

Dzięki kolejnym przyłączeniom likwidowanych Kas największą Kasą został SKOK im. Stefczyka, w którego radzie nadzorczej zasiadała do niedawna cała Wielka Piątka (obecnie bez Jarosława Biereckiego). Teraz to Stefczyk ma najwięcej udziałów w Krajowej SKOK. Razem z Fundacją na rzecz Polskich Związków Kredytowych mają tyle głosów, że same mogą wybrać władze Kasy Krajowej. Władze Krajówki robią wszystko, by jeszcze umocnić te dwa podmioty.

Wszystko musi kosztować

Na początku lat 90., gdy powstawała Fundacja, jej fundatorzy zakładali, że to ona z pozyskanych darowizn będzie wspomagać Kasy. Stało się jednak inaczej. W artykule „Kasa Wielkiej Piątki” (POLITYKA 51/04) pisaliśmy, że Kasa Krajowa nakładała na szeregowe Kasy wciąż nowe obciążenia i obowiązki. Okazuje się, że napędza w ten sposób biznes Fundacji. Na przykład kandydaci na członków SKOK i pracownicy Kas muszą ukończyć organizowane przez Fundację szkolenia i zdać organizowany przez nią egzamin. Co dwa lata muszą potwierdzać swoje kwalifikacje – co wiąże się z kolejnymi kursami i egzaminami. Na ich prowadzeniu w ciągu 10 lat Fundacja zarobiła 6,7 mln zł. Sprzedaż wydawanych przez Fundację pism, polecanych członkom Kas jako materiał szkoleniowy, przyniosła jej kolejnych 750 tys. zł.

Kasa Krajowa zobowiązała także wszystkie SKOK do korzystania z programów komputerowych opracowanych przez spółkę H&S, której jedynym właścicielem była do niedawna Fundacja. Kasy nie mogą jednak kupić programów od H&S. Muszą brać go w dzierżawę. Wysokość opłaty dzierżawnej zależy od majątku danego SKOK: gdy majątek Kasy rośnie, opłata rośnie razem z nim.

Zgodnie z zaleceniami Krajówki kampanie reklamowe i akcje promocyjne Kasy mają prowadzić za pośrednictwem utworzonej przez Fundację spółki Media SKOK (jest właścicielem „Gazety Bankowej”).

Kasy muszą płacić Fundacji nawet za wykorzystywanie znaku graficznego SKOK. W tym przypadku zyski Fundacji rosną wraz z siecią placówek SKOK. W ciągu 10 lat Fundacja zarobiła na znaczku prawie 3,2 mln zł (z czego pół miliona w ubiegłym roku).

Prawdziwą kurą znoszącą złote jajka są jednak dla Fundacji nieruchomości.

W 1996 r. Fundacja kupiła od władz Gdyni budynek przy ul. Bohaterów Starówki Warszawskiej 6. Zapłaciła za niego 8,7 tys. zł (!!!). Władze Gdyni sprzedając nieruchomość za tak śmiesznie niską cenę uzasadniały, że na jej poczet zaliczono wydatki, które FNPK poniosła wcześniej (dzierżawiąc obiekt) na jego rozbudowę. Podkreślały także, że Fundacja jest organizacją non profit, a kupiona przez nią nieruchomość zostanie przeznaczona na cele oświatowe (Fundacja będzie w niej prowadziła Policealne Studium Bankowe). Tymczasem rok później Fundacja odsprzedała budynek Kasie im. Stefczyka – za milion złotych.

I kupiła kolejną nieruchomość – przy ul. Władysława IV, w ekskluzywnej willowej dzielnicy Sopotu. Dziś stoi tam nowoczesny biurowiec, którego wartość sama wyceniła na 6,4 mln zł. Mieści się w nim centrala SKOK. Powierzchnie w nim wynajmują od Fundacji wszystkie najważniejsze podmioty należące do systemu SKOK. Zgodnie z umową z 1998 r. Kasa Krajowa miała z tego tytułu płacić Fundacji 4,8 tys. dol. miesięcznie (około 10,5 dol. za metr). W umowie zapisano jednak, że czynsz może wzrosnąć o 30 proc. rocznie. I prawdopodobnie wzrósł – bo już należąca do systemu SKOK spółka Asekuracja, która w tym samym budynku wynajęła pomieszczenia 3 lata później, miała płacić 20,6 dol. za metr (razem blisko 3,7 tys. dol.). Gdyby któryś z najemców spóźnił się z wniesieniem opłat, musiałby zapłacić równowartość rocznego czynszu (w przypadku Kasy Krajowej w 1998 r. było to prawie 58 tys. dol.).

Zapytaliśmy pracowników kilku sopockich biur obrotu nieruchomościami, czy w swojej karierze zawodowej spotkali się kiedyś z takimi karami nakładanymi na spóźnialskich najemców. Wszyscy stwierdzili zgodnie, że pierwszy raz słyszą o czymś takim i że ich zdaniem żaden klient nie zgodziłby się na takie warunki.

O tym, że biurowiec w Sopocie nie należy do Kas, pisaliśmy już w Raporcie „Wielki SKOK”. Grzegorz Bierecki pytany potem przez dziennikarzy, czemu to nie Kasy są właścicielem nieruchomości, tłumaczył, że po prostu Fundacja była w pewnym okresie silniejsza finansowo od Kas i było ją na to stać. Ze sprawozdań z działalności Fundacji wynika co innego: że nie wydała ona na budowę biurowca ani grosza. Inwestycja została sfinansowana w całości z przedpłat czynszu dokonanych przez przyszłych użytkowników – czyli podmioty należące do systemu SKOK. Dziś te same podmioty, które sfinansowały budowę biurowca, muszą płacić za wynajęcie w nim powierzchni więcej, niż zapłaciłyby na wolnym rynku.

Jedną z niewielu firm należących do systemu SKOK, która ma swą siedzibę poza biurowcem, jest H&S. Wynajmuje on od Fundacji kupioną w ubiegłym roku za 2,8 mln zł zabytkową willę w sąsiedztwie centrali.

W ciągu 10 lat na wynajmowaniu nieruchomości Kasom Fundacja zarobiła ponad 12 mln zł (w tym od 2003 r., kiedy powstał biurowiec w Sopocie, do 2005 r. – 7,1 mln zł). Za refakturowanie opłat za prąd, wodę i inne świadczenia wystawiła im rachunki w wysokości 2,7 mln zł.

Miliony non profit

Dzięki kontroli nad Fundacją i SKOK im. Stefczyka władze Krajowej SKOK zyskały władzę absolutną nad całym systemem Kas. Korzystają z niej m.in. dla powiększania własnych majątków.

W licznych wywiadach prasowych Grzegorz Bierecki podkreślał, że gdy pierwszy raz zetknął się z uniami kredytowymi, urzekło go przyświecające im hasło: „Nie dla zysku, nie z miłosierdzia, ale po to, żeby służyć”. W myśl tej idei Kasy miały prowadzić działalność po możliwie najniższych kosztach, a ich władze pracować społecznie (ewentualnie wynagrodzenie może otrzymywać zarząd Kasy). Nie dotyczy to jednak spółek, które powstały wokół Kasy Krajowej. Za zasiadanie we władzach każdej z nich Wielka Piątka i osoby należące do wąskiego kręgu zaufanych otrzymują po kilka tysięcy złotych miesięcznie. Jak nam się udało ustalić, Grzegorz Bierecki w podmiotach należących do systemu SKOK zarobił w zeszłym roku 2 mln zł (dla porównania: miesięczne wynagrodzenie prezesa największego banku w Polsce – PKO BP – wynosiło w ubiegłym roku około 100 tys. zł). Rok wcześniej zarobił jeszcze dodatkowo pół miliona złotych pracując na umowę-zlecenie. Ale to nie wszystko.

Członkowie władz Krajowej SKOK i SKOK im. Stefczyka pozakładali sobie kilka lat temu prywatne spółki zajmujące się obrotem nieruchomościami. Grzegorz Bierecki i Andrzej Sosnowski, prezes SKOK im. Stefczyka, utworzyli spółkę Arenda, Jarosław Bierecki, Lech Lamenta i Ludwik Sikora (były prezes SKOK Rodzina) – spółkę Bila, a Adam Jedliński i Marek Głuchowski wraz z dwoma kolegami z kancelarii – spółkę Quorum. Wiktor Kamiński zdecydował się prowadzić działalność samodzielnie. Za pieniądze z kredytów zaciągniętych w Kasach kupują lokale, które następnie wynajmują Kasom albo spółkom z nimi związanym. Na przykład Jarosław Bierecki, Sikora i Lamenta kupili w 2004 r. nieruchomość przy ul. Kościuszki w Sopocie. Wzięli na nią kredyty w SKOK Stefczyka (zabezpieczone hipoteką w wysokości ponad 1,1 mln zł). Dziś lokal wynajmuje od nich spółka SKOK Family Tours.

Wysokość czynszów jest dostosowana do wysokości rat, w jakich spłacają kredyty.

W ten sposób w ciągu kilku lat stali się właścicielami nieruchomości w całym kraju. Bierecki i Sosnowski zainwestowali w nie 5,6 mln zł. Sam Bierecki na ich wynajmowaniu zarobił w ubiegłym roku 700 tys. zł. W tym roku do ich spółki dołączyła Halina Puniewska, żona byłego wiceprezesa SKOK im. Stefczyka Zbigniewa Puniewskiego (później z rekomendacji PiS został wiceprezydentem Wrocławia), wnosząc lokal o wartości 879 tys. zł przy sławnym sopockim Monciaku.

Członkowie władz SKOK inwestują także w prywatne nieruchomości. W 2003 r. prezes SKOK im. Stefczyka i jego żona kupili za 950 tys. zł blisko tysiącmetrową działkę w sąsiedztwie centrali SKOK. Zaciągnęli na nią 900 tys. zł kredytu w SKOK Rodzina (przejęty później przez SKOK im. Stefczyka). Potem wzięli jeszcze kredyt i pożyczkę w SKOK im. Stefczyka – zabezpieczone hipoteką w wysokości ponad 1,2 mln zł oraz 314 tys. zł pożyczki w Towarzystwie Finansowym SKOK. Dziś na kupionej przez nich działce dobiega końca budowa olbrzymiej willi przypominającej stylistyką hotele w krajach arabskich – z przeszklonym dachem, witrażem w gigantycznym oknie, dwiema windami – osobową i towarową.

Za przyzwoleniem kolejnych ekip rządzących Kasy zostały podporządkowane grupie kilku osób, które dziś są praktycznie nieusuwalne. Poparcie, jakim cieszyły się przez wiele lat ze strony kolejnych ekip rządzących, dało im ogromne poczucie siły i bezkarności. Pozwoliło traktować Kasy jak maszynkę do zarabiania pieniędzy. Dziś ci ludzie przekonują, że Kasy wciąż jeszcze są organizacją samopomocową, że wciąż rządzą w nich demokratyczne reguły. Przymusowe łączenie Kas tłumaczą troską o bezpieczeństwo oszczędności swoich członków; tworzenie nowych spółek – chęcią poszerzenia oferty. Korzystając ze wsparcia PiS chcą przeprowadzić nową ustawę o SKOK, zdobyć kolejne przywileje dla Kas. Nadal pozostając poza wszelką zewnętrzną kontrolą chcą oferować usługi, jakie oferują banki, np. udzielać wieloletnich kredytów hipotecznych. Liczą na to, że ci, którzy kiedyś byli przy narodzinach Kas, a dziś sprawują władzę, pomogą im osiągnąć ten cel. Pozostaje tylko pytanie: Czy politycy wciąż wierzą, że działalność Wielkiej Piątki ma cokolwiek wspólnego z przyświecającą początkowo Kasom ideą?

Bianka Mikołajewska

Źródło: Polityka

Komentarze

Zostaw komentarz




tablet z pozyczka Image Banner 750 x 100